Katarina Šalamun-Biedrzycka 
Translator

on Lyrikline: 9 poems translated

from: 斯洛文尼亚文 to: 波兰文

Original

Translation

GOBICE

斯洛文尼亚文 | Toma

Namreč tako je z vso to zadevo
najboljše stvari so gobice
gobice v juhi
nič nič nič nič
                                         
                                          fiuuuuu ena gobica
en zelen peteršiljček v smokingu
pa dolgo dolgo časa tema
potem stečejo po snažilko
ki je za to odgovorna
nič nič nič nič

                                          fiuuuuu še ena gobica
zdrava sicer
le kri ni ena A
ker je prebolela hepatitis
Težke so težke te gobice
težke v božjo mater

© Tomaž Šalamun
from: Poker
Ljubljana : samozaložba, 1966
Audio production: Študentska založba

GRZYBKI

波兰文

Mianowicie tak jest z całą tą sprawą
najlepsze są grzybki
grzybky w zupie
nic nic nic nic
                        fiuuuuu jeden grzybek
jedna zielona pietruszka w smokingu
i długo długo długo ciemno
potem biegnę po sprzątaczkę
która za to odpowiada
nic nic nic nic
                      fiuuuuu jeszcze jedna pieczareczka
zdrowa wprawdzie
tylko krew nie jest na sto dwa
bo chorowała na żółtaczkę
Ciężkie są ciężkie te grzybki
ciężkie jak kurwa mać

©Tomaž Šalamun
Translated by Katarina Šalamun-Biedrzycka

In: Poker
Katowice: Instytucja Kultury Ars Cameralis Silesiae Superioris 2000

RIBA

斯洛文尼亚文 | Tomaž Šalamun

Jaz sem mesojedec, ampak rastlina.
Jaz sem Bog in človek v enem.
Jaz sem buba. Iz mene rase človeštvo.
Jaz imam čisto razlite možgane, kot
cvet, da lahko bolj ljubim. Včasih dam
prste vanje in so topli. Hudobni ljudje
rečejo, da se drugi ljudje v njih
utopijo. Ne. Jaz sem trebuh.
V njem sprejemam popotnike.
Jaz imam ženo, ki me ljubi.
Včasih se ustrašim, da me ona bolj
ljubi kot jaz njo in sem žalosten in
potrt. Moja žena diha kot majhen
ptiček. Njeno telo me spočije.
Moja žena se boji drugih gostov.
Rečem ji, ne, ne, ne se bati.
Vsi gosti so en sam in za nas vse.
Bela vžigalica z modro glavico mi je
padla v stroj. Umazal sem si nohte.
Zdaj premišljujem, kaj naj napišem.
Tukaj živi ena soseda. Njeni otroci zelo
razgrajajo. Jaz sem Bog in jih pomirim.
Ob enih grem k zobozdravniku. Dr. Mena,
calle Reloj. Pozvonil bom in rekel, naj mi
izdre zob, ker preveč trpim.
Najbolj sem srečen v spanju in ko pišem.
Mojstri si me podajajo iz roke v roko.
To je potrebno. To je tako potrebno
kot za drevo, da rase. Drevo rabi zemljo.
Jaz rabim zemljo, da ne znorim.
Živel bom štiristo petdeset let.
Rebazar Tarzs živi že šeststo let.
Ne vem, če je bil on v tistem belem plašču,
ker jih še ne ločim. Ko pišem, imam
drugo posteljo. Včasih se razlijem bolj kot
voda, ker voda najbolj ljubi.
Strah rani ljudi. Roža je najbolj
mehka, če daš nanjo dlan. Roža ima rada
dlan. Jaz imam rad vse. Včeraj sem
sanjal, da se je moj oče sklonil k
Harriet. Ustrašim se drugih žensk in
zato z njimi ne spim. Ampak razdalja med
Bogom in mladimi ljudmi je majhna.
V Bogu je vedno ena sama ženska, in to je
moja žena. Ne bojim se, da bi me gostje
raztrgali. Jaz lahko dam vse, pa še zrase.
Bolj ko dajem, bolj rase. Potem odplava
kot pomoč za druga bitja. Na enem planetu je
zbirni center za moje meso. Ne vem, na
katerem. Kdorkoli bo spil kaj od tega, bo
srečen. Jaz sem cevka. Jaz sem Bog, ker
ljubim. Vse temno imam tu, not, nič
zunaj. Vsako žival lahko presvetlim.
Kruli mi. Kadar slišim sokove v svojem
telesu, vem, da sem v milosti. Jaz bi moral
noč in dan požirati denar, če bi hotel
zgraditi svoje življenje, pa še ne bi
pomagalo. Jaz sem ustvarjen za to, da
sijem. Denar je smrt. Na teraso grem.
Od tam vidim vso pokrajino, do Dolores
Hidalga. Toplo in mehko je kot v Toskani,
pa ni Toskana. Tam z Metko sediva in
gledava. Sonce zaide in še sediva in
gledava. Ona ima roke kot Šakti. Jaz imam
gobec kot egipčanska žival. Ljubezen je
vse. Mojzesova košara se ni nikoli
razbila na skalah. Iz ravne pokrajine
hodijo majhni konjički. Od Sierre piha
veter. Jaz grem ljudem v usta z glavo
naprej in jih ubijem in rodim,
ubijem in rodim, ker pišem.

© Tomaž Šalamun
from: Glas
Maribor : Založba Obzorja, 1983
Audio production: Študentska založba

RYBA

波兰文

Jestem mięsożercą, lecz rośliną.
Bogiem i człowiekiem w jednym.
Larwą jestem. Ze mnie rośnie ludzkość.
Mam zupełnie rozlany mózg, jak
kwiat, bym mógł bardziej kochać. Czasem zanurzam
palce w nim i są ciepłe. Źli ludzie
mówią, że inni ludzie w nim
się topią. Nie. Ja jestem brzuchem.
W nim przyjmuję podróżnych.
Mam żonę, która mnie kocha.
Czasem chwyta mnie strach, że ona bardziej mnie
kocha niż ja ją i jestem smutny i
przygnębiony. Moja żona oddycha jak malutki
ptaszek. Jej ciało to mój odpoczynek.
Moja żona boi się innych gości.
Mówię jej, nie, nie, nie bój się.
Wszyscy goście są jednym, dla nas wszystkich.
Biała zapałka z niebieską główką wpadła mi
do pralki. Pobrudziłem sobie paznokcie.
Teraz rozmyślam, co by napisać.
Zyje tutaj pewna sąsiadka. Jej dzieci bardzo
rozrabiają. Ja jestem Bogiem i uspokajam je.
O pierwszej pójdę do dentysty. Dr. Mena,
calle Reloj. Zadzwonię i powiem, żeby mi
wyrwał zęba, bo za bardzo cierpię.
Najszczęśliwszy jestem we śnie i kiedy piszę.
Mistrzowie podają mnie sobie z rąk do rąk.
To jest potrzebne. To jest tak potrzebne
jak dla drzewa, żeby rosło. Drzewo potrzebuje ziemi.
Ja potrzebuję ziemi, by nie zwariować.
Będę żył czterysta pięćdziesiąt lat.
Rebazar Tarzs żyje już sześćset lat.
Nie wiem, czy to on był w tamtym białym płaszczu,
bo ich jeszcze nie rozróżniam. Kiedy piszę, mam
inne łóżko. Czasem rozlewam się bardziej niż
woda, bo woda najbardziej kocha.
Strach rani ludzi. Kwiat jest najbardziej
miękki, gdy kładziesz na niego dłoń. Kwiat lubi
dłoń. Ja lubię wszystkich. Wczoraj
śniłem, że mój ojciec nachylił się ku
Harriet. Chwyta mnie lęk przed innymi kobietami i
dlatego nie sypiam z nimi. Lecz odległość między
Bogiem a młodymi ludźmi jest mała.
W Bogu jest zawsze tylko jedna kobieta, i jest to
moja żona. Nie boję się, że goście mnie
rozszarpią. Ja mogę dać wszystko i jeszcze urośnie.
Im więcej daję, tym więcej rośnie. Potem odpływa
jako pomoc innym istotom. Na jednej z planet jest
punkt zbiórki mojego mięsa. Nie wiem, na
której. Ktokolwiek wypije coś z tego, będzie
szczęśliwy. Ja jestem rurką. Jestem Bogiem, ponieważ
kocham. Wszystko, co ciemne, mam tu w środku, nic
na zewnątrz. Każde zwierzę mogę prześwietlić.
Burczy mi w brzuchu. Gdy słyszę soki we własnym
ciele, wiem, że jestem w łasce. Musiałbym
dzień i noc połykać pieniądze, gdybym chciał
odbudować swoje życie, a i tak by nie
pomogło. Jestem stworzony po to, by
świecić. Pieniądz to śmierć. Pójdę na taras.
Stamtąd widzę całą okolicę, do Dolores
Hidalga. Jest ciepło i miękko jak w Toskanii,
ale to nie jest Toskania. Tu z Metką siedzimy i
patrzymy. Słońce zaszło a my dalej siedzimy i
patrzymy. Ona ma ręce jak Shakti. Ja mam
pysk jak egipskie zwierzę. Miłość jest
wszystkim. Koszyk z Mojżeszem nigdy nie
rozbił się na skałach. Z równiny
pojawiają się małe koniki. Od Sierry wieje
wiatr. Ja wchodzę ludziom w usta głową
do przodu i zabijam i rodzę ich,
zabijam i rodzę, ponieważ piszę.

©Tomaž Šalamun
Translated by Katarina Šalamun-Biedrzycka

In: Poker
Katowice: Instytucja Kultury Ars Cameralis Silesiae Superioris 2000

RDEČE ROŽE

斯洛文尼亚文 | Tomaž Šalamun

rdeče rože rastejo v nebesih, senca je na vrtu
luč prodira od povsod, sonca se ne vidi
ne vem kako da je potem senca na vrtu, rosa je v travi
okrog so posuti veliki beli kamni da se na njih lahko sedi

hribi okrog so taki kot na zemlji
samo da so nižji in da so videti čisto prhki
mislim da smo tudi mi čisto lahki in da se komaj dotikamo tal
če hodim se mi zdi da se rdeče rože malo umaknejo pred mano

zdi se mi da zrak diši, da je strašno hladen in žgoč
vidim da prihajajo nova bitja
kot da jih nevidna roka polaga v travo
vsa so lepa in mirna in vsi smo skupaj

nekatere ki plavajo sem v zraku zavrti in jih odtrga
zginejo in jih ne vidimo več in ječijo
zdi se mi da je moje telo v žarečem tunelu
da vzhaja kot testo in da potem prši narazen v zvezde

tukaj v nebesih ni seksa ne čutim rok
ampak so vse stvari in bitja popolnoma skupaj
in drvijo narazen da se še bolj združijo
barve hlapijo in vsi glasovi so kot mehka kepa na očeh

zdaj vem da sem bil včasih petelin in včasih srna
da sem imel krogle v telesu ki jih zdaj drobi
kako lepo diham
imam občutek da me lika likalnik in da me nič ne peče

© Tomaž Šalamun
from: Bela Itaka
Ljubljana : DZS, 1972
Audio production: Študentska založba

CZERWONE KWIATY

波兰文

czerwone kwiaty rosną w niebie, cień jest w ogrodzie
światło pada ze wszystkich stron, słońca nie widać
nie wiem skąd w takim razie cień w ogrodzie, na trawie rosa
wokół porozrzucane wielkie białe głazy na których można usiąść

wzgórza wokół są takie jak na ziemi
tyle że niższe i wyglądają na zupełnie sypkie
myślę że my również jesteśmy leciutcy i ledwo dotykamy ziemi
gdy chodzę wydaje mi się że czerwone kwiaty lekko uchylają się przede mną

wydaje mi się że powietrze pachnie, że jest strasznie chłodne i palące
widzę przybywanie nowych istot
jakby niewidzialna ręka miękko kładła je na trawę
wszystkie są piękne i spokojne i wszyscy jesteśmy razem

niektóre, płynące tutaj, obraca w powietrzu i odrywa
znikają, już ich nie widzimy, a one jęczą
wydaje mi się że moje ciało jest w żarzącym się tunelu
że wschodzi jak ciasto a potem rozpryskuje się pomiędzy gwiazdy

tu w niebie nie ma seksu nie czuję rąk
ale wszystkie rzeczy i istoty są zupełnie razem
i pędząc rozbiegają się by były jeszcze bardziej połączone
kolory parują i wszystkie głosy są jak miękkie płatki na oczach

teraz wiem że byłem kiedyś kogutem a kiedyś sarną
że miałem kule w ciele i że teraz się kruszą
jak pięknie oddycham
mam wrażenie że prasuje mnie żelazko i że nic mnie nie piecze

©Tomaž Šalamun
Translated by Katarina Šalamun-Biedrzycka

In: Straszne świetęta
Kraków: Agencja Wydawnicza Zebra sp. z.o.o. 1996

MRTVI FANTJE

斯洛文尼亚文 | Tomaž Šalamun

mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer v stepah hušknejo ptice in se razpolovi dan
kjer so kocke glav jadrnice za šepetanje in se vozovi desk odbijajo od skal
kjer so jutra bleščeča kot oči slovanov
kjer se na severu kloftajo bobri da odmeva kot vabilo k smrti
kjer kažejo otroci podplute oči in z besom skačejo po butarah
kjer z odtrganimi rokami plašijo sosedom bike
kjer čakajo mraz v vrsti
kjer smrdi kruh po kisu, ženske po zvereh
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer se čekani zabliskajo in zašumijo pravljice
kjer je največja umetnost pribiti sužnja v loku skoka
kjer koruzo zažigajo na ogromnih ploskvah da jo zavoha bog
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer so posebne cerkve ptic da se privajajo bremenu duše
kjer prebivalci pri vsakem obroku hrane tleskajo z naramnicami in pod mizo teptajo
                                                                                        svete tekste
kjer so konji črni od saj
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer so keglji orodje velikanov ki si trejo mastne dlani ob hlodih
kjer bi šalamuna pozdravili s krikom
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer so vsi vratarji rumenokožci da porabijo manj časa za zapiranje oči
kjer prodajalce mesa dotolčejo z loparji in jih ne pokopljejo
kjer teče donava v kino iz kina v morje
kjer je vojaška trobenta znak za pomlad
kjer delajo duše visoke loke in šepetajo v zboru zveri
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer je branje utrjeno z gramozom da se sliši če se udari obenj
kjer so drevesa na navoj, drevoredi na sklepe
kjer otrokom že prvi dan po rojstvu zarežejo kožo kot plutovcem
kjer točijo alkohol starkam
kjer si mladina grebe po ustih kot bager po dnu reke
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer so matere ponosne in rujejo iz sinov vlakna
kjer so lokomotive polite z losovo krvjo
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer luč zgnije in poči
kjer so ministri oblečeni v granit
kjer so čarovniki začarali da so živali padle v košare šakali stoje na očeh vider
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer s križi označujejo strani neba
kjer je žito hrapavo in lica zabuhla od požarov
kjer imajo črede usnjene oči
kjer so vsi slapi iz testa, vežejo jih s črnimi trakovi mladih bitij
kjer genijem razbijejo nartne kosti s kavlji za transportiranje lesa
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer je fotografiranje omejeno na rastline ki potem rasejo naprej in razženejo papir
kjer se na podstrešjih sušijo slive in kapljajo v stare pesmi
kjer matere vojakov pakete s hrano navijajo na kolo
kjer so čaplje stesane kot atletske postave argonavtov
mrtvi fantje! mrtvi fantje!
kjer pridejo mornarji na obisk
kjer v vilah razgečejo konji, dišijo popotniki
kjer so kahlice po kopalnicah prelepljene z risbami irisovih semen
kjer ljudožrce hranijo s skodlami
kjer so trte zavite v sive pajčolane da se naredi mrena na očeh ljubosumnih

© Tomaž Šalamun
from: Bela Itaka
Ljubljana : DZS, 1972
Audio production: Študentska založba

MARTWI GOŚCIE

波兰文

martwi goście! martwi goście!
gdzie w stepach zrywają się ptaki i rozpoławia się dzień
gdzie kostki głów to żaglowce do szeptania i wozy desek odbijają się
                                                                                       od skał
gdzie poranki są błyszczące jak oczy słowian
gdzie na północy policzkują się bobry ze rozbrzmiewa jak zaproszenie
                                                                                       do śmierci
gdzie dzieci pokazują podkrążone oczy i z furią skaczą po faszynie
gdzie oderwanymi rękami płoszą sąsiadom byki
gdzie czeka się na mróz w kolejce
gdzie chleb śmierdzi octem, kobiety zwierzyną
martwi goście! martwi goście!
gdzie kły potrafią błysnąć i bajki zaszeleścić
gdzie największą sztuką jest przybić niewolnika w krzywej skoku
gdzie kukurydzę pali się na olbrzymich połaciach aż ją poczuje bóg
martwi goście! martwi goście!
gdzie są specjalne kościoły ptaków by przyzwyczaiły się do brzemienia
                                                                                         duszy
gdzie mieszkańcy przy każdym posiłku strzelają szelkami i pod stołem
                                                                          depczą święte teksty
gdzie konie czarne są od sadzy
martwi goście! martwi goście!
gdzie kręgle są narzędziem wielkoludów trących tłuste dłonie o polana
gdzie śalamuna przywitano by okrzykiem
martwi goście! martwi goście!
gdzie wszyscy portierzy są zółtoskórzy by zaoszczędzić czas przy
                                                                         przymykaniu oczu
gdzie sprzedawców mięsa dobija się rakietkami i nie grzebie
gdzie dunaj płynie do kina i z kina do morza
gdzie wojskowa trąbka oznacza wiosnę
gdzie dusze zataczają wysokie łuki i szepczą w chórze zwierząt
martwi goście! martwi goście!
gdzie czytanie umocnione jest żwirem że aż słychać gdy uderzyć o nie
gdzie drzewa są na kluczyk, alejki na zamiary
gdzie dzieciom już w pierwszym dniu życia nacina się skóre jak
                                                                           drzewom korkowym

gdzie alkohol podaje się staruszkom
gdzie młodzież grzebie w gębach jak koparka po dnie rzeki
martwi goście! martwi goście!
gdzie matki są dumne i wyrywają z synów włókna
gdzie lokomotywy oblane są krwią łosia
martwi goście! martwi goście!
gdzie światło gnije i pęka
gdzie ministrowie ubrani są w granit
gdzie czarodzieje zaczarowali tak, że zwierzęta wpadły w kosze
                                              szakale stoją na oczach wydr

martwi goście! martwi goście!
gdzie strony nieba oznaczone są krzyżami
gdzie zboże jest chropawe a twarze spuchnięte od pożarów
gdzie trzody mają skórzane oczy
gdzie wszystkie wodospady są z ciasta, wiąże się je czarnymi wstęgami
                                                                          młodych istot
gdzie geniuszom rozbija się kości śródstopia hakami do zwożenia drzewa
martwi goście! martwi goście!
gdzie fotografowanie ograniczone jest do roślin które potem rosną
                                                                        dalej i rozsadzają papier
gdzie na strychach suszą się śliwki i kapią w stare pieśni
gdzie matki żołnierzy łamią kołem paczki z żywnością
gdzie czaple wyciosane są jak atletyczne postury argonautów
martwi goście! martwi goście!
gdzie marynarze przychodzą w odwiedziny
gdzie w willach rżą konie, pachną podróżni
gdzie kafelki w łazienkach oblepione są obrazkami nasion irysu
gdzie kanibali karmi się gontami
gdzie winorośl owinięta jest w szare woalki aż katarakta zasnuwa
                                                                          oczy zazdrosnych

martwi goście! martwi goście!

©Tomaž Šalamun
Translated by Katarina Šalamun-Biedrzycka

In: Poker
Katowice: Instytucja Kultury Ars Cameralis Silesiae Superioris 2000

LAK

斯洛文尼亚文 | Tomaž Šalamun

Usoda me vali. Včasih kot jajce. Včasih me
s šapami lomasti po bregu. Kričim. Upiram se.
Ves svoj sok zastavim. Ne smem tega delati.
Usoda me lahko utrne, to sem že začutil. Če

nam usoda ne piha na dušo, zmrznemo v hipu.
Preživljal sem dneve v strašni grozi, da sonce
ne bo več vzšlo. Da je to moj poslednji dan.
Čutil sem, kako mi svetloba polzi iz rok, in če

ne bi imel v žepu dovolj quarterjev in bi Metkin
glas ne bil dovolj mil in prijazen in konkreten
in stvaren, bi mi duša ušla iz telesa, kot mi

enkrat bo. S smrtjo je treba biti prijazen. Vse
je skupaj v vlažnem cmoku. Domovanje je, od koder
smo. Živi smo samo za hip. Dokler se lak suši.

© Tomaž Šalamun
from: Ambra
Ljubljana : Mihelač, 1995
Audio production: Študentska založba

LAKIER

波兰文

Los mnie turla. Czasem jak jajko. Czasem łapami
zwala mnie ze zbocza. Krzyczę. Opieram się.
Cały swój sok daję w zastaw. Nie wolno mi tego robić.
Los może mnie zgasić, to już odczułem. Jeśli

los nam nie chucha na duszę, natychmiast zamarzamy.
Nadeszły dni, że trwałem w strasznej zgrozie, że słońce
już nie wzejdzie. Że to mój ostatni dzień.
Czułem, jak światło wymyka mi się z rąk, i jeśli

nie miałbym w kieszeni wystarczającej ilości ćwierćdolarówek i jeśli głos
Metki me byłby wystarczająco czuły i miły i konkretny
i rzeczowy, dusza uciekłaby mi z ciała, tak jak to się kiedyś

stanie. Dla śmierci treba być miłym. Wszystko
jest razem w wilgotnym knedlu. Domem jest to, skąd
pochodzimy. Żywi jesteśmy tylko na chwilę. Dopóki lakier schnie.

©Tomaž Šalamun
Translated by Katarina Šalamun-Biedrzycka

From: Poker
Katowice: Instytucja Kultury Ars Cameralis Silesiae Superioris 2000

JON

斯洛文尼亚文 | Tomaž Šalamun

kako zahaja sonce?
kot sneg
kakšne barve je morje?
široko
jon si slan?
slan sem
jon si zastava?
zastava sem
vse kresnice počivajo

kakšni so kamni?
zeleni
kako se igrajo kužki?
kot mak
jon si riba?
riba sem
jon si morski ježek?
morski ježek sem
poslušaj kako šumi

jon je če teče srna skozi gozd
jon je če gledam goro kako diha
jon so vse hiše
slišiš kakšna mavrica?
kakšna je rosa?
spiš?

© Tomaž Šalamun
from: Romanje za Maruško
Ljubljana : Cankarjeva založba, 1971
Audio production: Študentska založba

JONASZ

波兰文

jak zachodzi słońce?
jak śnieg
jakiego koloru jest morze?
szerokiego
jonaszu, jesteś słony?
słony jestem
jonaszu, jesteś flagą?
flagą jestem
wszystkie robaczki świętojańskie odpoczywają

jakie są kamienie?
zielone
jak bawią się pieski?
jak mak
jonaszu, jesteś rybą?
rybą jestem
jonaszu, jesteś jeżem morskim?
morskim jeżem jestem
słuchaj jak szumi

jonasz jest, kiedy biegnie sarna przez las
jonasz jest, kiedy góry oddychają
jonaszem są wszystkie domy
słyszysz, jaka tęcza?
jaka jest rosa?
śpisz?

©Tomaž Šalamun
Translated by Katarina Šalamun-Biedrzycka

In: Wiersze
Kraków: Wydawnictwo literackie Kraków 1979

JELEN

斯洛文尼亚文 | Tomaž Šalamun

Najstrašnejša skala, bela bela želja.
Voda, ki izviraš iz krvi.
Naj se mi oži oblika, naj mi zdrobi telo,
da bo vse v enem: žlindra, okostja, prgišče.

Piješ me, kot bi mi izdiral barvo duše.
Lokaš me, mušico v drobnem čolnu.
Razmazano glavo imam, čutim, kako so se
gore naredile, kako so se rodile zvezde.

Spodmaknil si mi svoje teme, tam stojim.
Poglej, v zraku. V tebi, ki si zdaj zlit in
moj. Zlate strehe se ukrivljajo pod nama,

pagodini listi. V ogromnih svilenih bonbonih
sem, nežen in trdoživ. Meglo ti potiskam v
sapo, sapo v božjo glavo v mojem vrtu, jelen.

© Tomaž Šalamun
from: Živa rana, živi sok
Maribor : Založba Obzorja, 1990
Audio production: Študentska založba

JELONEK

波兰文

Najstraszniejsza skało, białe, białe pragnienie.
Wodo, która masz źródło we krwi.
Niech mi się zwęża kształt, niech mi zmiażdży ciało,
by wszystko było w jednym: żużel, szkielety, garść.

Pijesz mnie, jakbyś mi wyrywał barwę duszy.
Chłepczesz mnie, muszkę w kruchej łódce.
Rozsmarowaną głowę mam, czuję, jak się
uformowały góry, urodziły gwiazdy.

Wyszarpnąłeś mi swoje ciemię, tam stoję.
Popatrz, w powietrzu. W tobie, który jesteś teraz jednolity i
mój. Złote dachy zakrzywiają się pod nami,

liście pagody. W ogromnych jedwabnych cukierkach
jestem, czuły i wytrwały. Mgłę wpycham ci w
oddech, oddech w bożą głowę w moim ogrodzie, jelonku.

©Tomaž Šalamun
Translated by Katarina Šalamun-Biedrzycka

In: Straszne świetęta
Kraków: Agencja Wydawnicza Zebra sp. z.o.o. 1996

BRATI: LJUBITI

斯洛文尼亚文 | Tomaž Šalamun

Ko te prebiram, plavam. Kot medo s šapami me
potiskaš v blaženost. Ležiš na meni, ki si me
razdejal. Na smrt sem te vzljubil, prvi med
rojenimi. V enem samem hipu sem postal tvoj kres.

Varen sem, kot nisem bil nikoli. Si dokončni
občutek zadoščenja: vedeti od kod je hrepenenje.
V tebi sem kot v mehkem grobu. Režeš in prežarjaš
vse plasti. Čas se vname in izgine, himne slišim,

ko te gledam. Strog si in zahteven, stvaren. In ne
morem govoriti. Vem, da hrepenim po tebi, trdo sivo
jeklo. Za en tvoj dotik dam vse. Glej, pozno sonce

buta ob stene dvorišča v Urbinu. Umrl sem zate.
Čutim te in te rabim. Mučiš. Ruješ me in izžigaš,
vedno. In v prostore, ki si jih uničil, teče raj.

© Tomaž Šalamun
from: Mera časa
Ljubljana : Cankarjeva založba,
Audio production: Študentska založba

CZYTAĆ: KOCHAĆ

波兰文

Kiedy cię czytam, pływam. Jak miś łapkami
wpychasz mnie w błogość. Leżysz na mnie, którego
zmiażdżyłeś. Na śmierć cię pokochałem, pierwszy pośród
urodzonych. W jednej chwili stałem się twoim świętojańskim ogniem.

Jestem bezpieczny, jak nie byłem nigdy. Jesteś ostatecznym
poczuciem satysfakcji: wiedzieć skąd bierze się tęsknota.
W tobie jestem jak w miękkim grobie. Tniesz i rozpromieniasz
wszystkie warstwy. Czas zapala się i znika, słyszę hymny,

gdy patrzę na ciebie. Jesteś surowy i wymagający, rzeczowy. I nie
mogę mówić. Wiem, że tęsknię za tobą, twarda, szara
stal. Za jedno twe dotknięcie oddam wszystko. Patrz, późne słońce

uderza dziko o ściany podwórka w Urbino. Umarłem dla ciebie.
Czuję cię i potrzebuję. Męczysz. Wyrywasz mnie i wypalasz,
zawsze. A w przestrzenie, które zniszczyłeś, wpływa raj.

©Tomaž Šalamun
Translated by Katarina Šalamun-Biedrzycka

In: Straszne świetęta
Kraków: Agencja Wydawnicza Zebra sp. z.o.o. 1996

ANDRAŽ

斯洛文尼亚文 | Tomaž Šalamun

Moj brat stopi gol, lep kot deviški vrelec
v dvorano in ubije jagnje iz ljubezni:
jemo in premišljujemo sliko.
Sani zarjavijo čez poletje, nebo se zniža

in postane vlažno, zemlja rodi jagode.
Vojaki stojijo lačni
med narcisami rumenimi kot noč,
jasna, jasna straža;

roloji so spuščeni in zaklenjeni,
markacija pelje v gore, v Trnovski gozd,
o, Čaven, zrak nabit z angeli,

krediti armade, kruh, kruh,
o, Sibila, razlita, strnjena barva,
nepremično, nespremenljivo hrepenenje.

© Tomaž Šalamun
from: Amerika
Maribor : Založba Obzorja, 1972
Audio production: Študentska založba

ANDRAŽ

波兰文

Mój brat wchodzi goły, piękny jak źródło
                                       dziewicze
do sali i zabija jagnię z miłości:
jemy i wpatrujemy się w obraz.
Sanie rdzewieją latem, niebo zniża się

i staje się wilgotne, ziemia rodzi poziomki.
Żołnierze stoją głodni
wśród narcyzów żółtych jak noc,
jasna, jasna straż,

rolety są opuszczone i zamknięte na klucz,
szlak prowadzi w góry, w lasy Trnowskie,
o Čavenie wysoki, powietrze przesycone aniołami

kredyty armii, chleb, chleb,
o Sybillo, rozlana, zakrzepła farbo,
nieruchoma, niezmienna tęsknoto.

©Tomaž Šalamun
Translated by Katarina Šalamun-Biedrzycka

In: Wiersze
Kraków: Wydawnictwo literackie Kraków 1979