Tomasz Ososiński 
ÜbersetzerIn

auf Lyrikline: 3 Gedichte übersetzt

aus: deutsch nach: polnisch

Original

Übersetzung

der westen

deutsch | Jan Wagner

der fluß denkt in fischen. was war es also,
das sergeant henley ihm als erster
entriß, die augen gelb und starr, die barteln
zwei schürhaken ums aschengraue maul,
das selbst die hunde winseln ließ?

die stromschnellen und ihre tobende
grammatik, der wir richtung quelle folgen.
die dunstgebirge in der ferne,
die ebenen aus gras und ab und zu
ein eingeborener, der amüsiert
zu uns herüberschaut und dann
im wald verschwindet: all das tragen wir
in adams alte karte ein, benennen
arten und taten. fieber in den muskeln
und über wochen die diät aus wurzeln
und gottvertrauen. unterm hemd die zecken
wie abstecknadeln auf der haut: so nimmt
die wildnis maß an uns.

seltsames gefühl: die grenze
zu sein, der punkt, an dem es endet und
beginnt. am feuer nachts kreist unser blut
in wolken von moskitos über uns,
während wir mit harten gräten
die felle aneinander nähen, schuhe
für unser ziel und decken für die träume.
voraus das unberührte, hinter uns
die schwärmenden siedler, ihre charta
aus zäunen und gattern; hinter uns
die planwagen der händler,
die großen städte, voller lärm und zukunft.

© Berlin Verlag
aus: Achtzehn Pasteten
Berlin: Berlin Verlag, 2007
Audio production: Literaturwerkstatt Berlin 2010

zachód

polnisch

myśli rzeki to ryby. więc co to było,

co jako pierwszy wyrwał jej

sergeant henley, co miało żółte wytrzeszczone oczy,

a wąsy jak pogrzebacze wokół szarej jak popiół gęby,

na widok której nawet psy skamlały?

wiry i ich szalona

gramatyka, za którą podążamy w stronę źródła.

w oddali mgliste góry,

równiny z trawy, czasem się pojawi

jakiś tubylec, który z rozbawieniem

przyjrzy się nam i zniknie

w lesie: a wszystko nanosimy

na starą mapę adama, nazywamy

gatunki i czyny. w mięśniach tkwi gorączka

i tygodniami na diecie z korzonków

i wiary w boga. pod koszulą kleszcze

jak szpilki wbite w skórę: to właśnie dzika natura

bierze z nas miarę.

dziwne uczucie: być

granicą, punktem, który jest i końcem

i początkiem. przy ogniu nocą nasza krew

w komarów chmurach krąży ponad nami,

my zaś za pomocą twardych ości

zszywamy skóry robiąc buty,

by dojść do celu, oraz kołdry do snu.

przed nami nietknięte tereny, za nami

roje osadników, ich karta

z płotów i krat; za nami

wozy handlarzy,

wielkie miasta, pełne hałasu i przyszłości.

Tłumaczenie: Tomasz Ososiński

quittenpastete

deutsch | Jan Wagner

wenn sie der oktober ins astwerk hängte,
ausgebeulte lampions, war es zeit: wir
pflückten quitten, wuchteten körbeweise
gelb in die küche

unters wasser. apfel und birne reiften
ihrem namen zu, einer schlichten süße -
anders als die quitte an ihrem baum im
hintersten winkel

meines alphabets, im latein des gartens,
hart und fremd in ihrem arom. wir schnitten,
viertelten, entkernten das fleisch (vier große
hände, zwei kleine),

schemenhaft im dampf des entsafters, gaben
zucker, hitze, mühe zu etwas, das sich
roh dem mund versagte. wer konnte, wollte
quitten begreifen,

ihr gelee, in bauchigen gläsern für die
dunklen tage in den regalen aufge-
reiht, in einem keller von tagen, wo sie
leuchteten, leuchten.

© Berlin Verlag
aus: Achtzehn Pasteten
Berlin : Berlin Verlag, 2007
Audio production: Literaturwerkstatt Berlin 2010

pasztecik z pigwy

polnisch

gdy październik powiesił je w gałęziach,
te wypchane lampiony, nadszedł czas:
rwaliśmy pigwy, nieśliśmy je w koszach
żółte pod wodę

w kuchni. gruszki i jabłka dojrzewały
do swej nazwy, do swej słodyczy prostej –
pigwa zaś inaczej zupełnie wzrasta
w kącie najdalszym

mego alfabetu, w łacinie sadu,
twardy jakiś, obcy ma smak. cięliśmy
ćwiartowali, pruli miąższ (cztery wielkie
ręce, dwie małe),

gładko w parze sokowirówki, dali
cukru, ciepła, trudu do czegoś, co się
ustom brać nie dało. kto mógł, ten
pojąć chciał pigwy,

galaretkę, w słojach pękatych, na dni
ciemne, na regałach pod sznur pousta-
wiane, w dni piwnicy, gdzie jak świeciły
jasno, tak świecą.

Tłumaczenie: Tomasz Ososiński

botanischer garten

deutsch | Jan Wagner

dabei, die worte an dich abzuwägen -
die paare schweigend auf geharkten wegen,
die beete laubbedeckt, die bäume kahl,
der zäune blüten schmiedeeisern kühl,
das licht aristokratisch fahl wie wachs -
sah ich am hügel gläsern das gewächs-
haus, seine weißen rippen, fin de siècle,
und dachte prompt an jene walskelette,
für die man sich als kind den hals verdrehte
in den museen, an unsichtbaren drähten,
daß sie zu schweben schienen, aufgehängt,
an jene ungetüme, zugeschwemmt
aus urzeittiefen einem küstenstrich,
erstickt an ihrem eigenen gewicht.

© Berlin Verlag
aus: Guerickes Sperling
Berlin : Berlin Verlag, 2004
Audio production: Literaturwerkstatt Berlin 2010

ogród botaniczny

polnisch

gdy rozmyślałem, co ci odrzec mogę –
a pary milcząc szły po czystych drogach,
na grządkach liście, drzewa były gołe,
na płotach kwiaty jak żelazo chłodne,
jak wosk szlachetnie światło wypłowiałe –
dostrzegłem nagle na pagórku białe
cieplarni szklanej żebra, fin de siècle,
i pomyślałem o tych wielorybów
szkieletach, które kiedyś jako malce
w muzeach widzieliśmy szybujące,
na niewidocznych drutach zawieszone,
o tych olbrzymach z głębi pradziejowej
zniesionych na piaszczysty brzeg przez fale,
zduszonych swoich własnych ciał ciężarem.

Tłumaczenie: Tomasz Ososiński